Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REKOMENDACJE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REKOMENDACJE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 marca 2021

Annabelle Minerals - kosmetyki, które zmieniają życie

 

Mój makijaż osiągnął naprawdę wyższy level!

 

Nie będę Wam tu pisała, że jestem mistrzynią makijażu, bo od lat używam dokładnie tych samych wytestowanych kosmetyków i właściwie zmieniam tylko nowe szminki. Jak mam testować coś nowego to jestem zniechęcona, bo nie lubię wydawać pieniędzy w błoto. A jak coś już u mnie się sprawdza, to po co kombinować?!

 

Jednak pewnie kosmetyki chodziły za mną od naprawdę dłuższego czasu, zwłaszcza, że tak bardzo zachwalała je jedna z moich ulubionych osób na insta Martusia ( @mojedocevitablog). Mowa tu o firmie Annabelle Minerals.

 


Cały czas zastanawiała mnie ich formuła i to, że wszystko jest w formie sypkiej, nawet podkład!

Mój jest w formie płynnej i używam go od lat, wiec w głowie mi się nie mieściło, że można inaczej!

 

Ale jak to mówią, jak nie sprawdzisz to się nie przekonasz, wiec ryzyko zostało podjęte. Zamówiłam podkład dobierając go mniej więcej pod odcień mojego starego, do tego 2 róże, rozświetlasz oraz cień do powiek.

 


Testowałam ten zgrany zestaw pierwszy raz na spokojnie w zaciszu domowym za pomocą moich pędzelków. Pierwsze wrażenie nie powiem, żeby mnie jakoś zachwyciło. Ale po jakimś czasie bardzo nieśmiało zagadnęłam w moje lusterko i nie mogłam uwierzyć! Naprawdę szok! Całość jakby się wtopiła w skórę twarzy i tak pięknej naprawdę jeszcze nie miałam. To istna magia! Wszystko wyglądało wręcz fenomenalnie!

 

Następne próby zabawy z kosmetykami Annabelle Minerals były takie same. Po odczekaniu kilku minut wszystko na twarzy zaczęło się przenikać i pięknie ze sobą mieszać, nie tworząc przy tym w ogóle, tak niepożądanego efektu maski.

 

Na dzień dzisiejszy jestem ogromnie zachwycona tymi cudeńkami, bo inaczej je nazwać nie mogę!

 

Cieszę się, że odnalazłam tak dobre polskie kosmetyki i mogę przez to wspierać naszą gospodarkę. Ich składy są mega krótkie, formuła fantastyczna, paleta odcieni bardzo duża, wiec każdy znajdzie cos dla siebie.


Fantastyczne są też same opakowania i ich forma zamykania. Nic się nie wysypie podczas podroży.

 


Wszystkie produkty nakładam moimi pędzelkami, więc zrobię Wam krótki przegląd, co konkretnie wybrałam ja i jaki pędzelek do czego wykorzystuję.

 

 

  • PODKŁAD

 


Wybrałam ten mocno kryjący „GOLDEN FAIR”, który nakładam pędzelkiem tzw. Flat top. Odcień przepięknie ociepla moja cerę, która po jego użyciu staje się przepiękna.

Jeśli miałabym wybrać, który z posiadanych przeze mnie kosmetyków zrobił na mnie  największe wrażenie, to byłby właśnie on! Podobno jest on także najczęściej kupowanym podkładem z całego asortymentu. Nie ma co się dziwić!

 

 

  • ROZŚWIETLACZ

 

 


Tutaj zdecydowałam się na odcień „DIAMOND GLOW”, który posiada w składzie naturalne minerały, oleje oraz Wit. E. Na twarzy tworzy przepięknie efekt tafli. Nakładam go lekko zaokrąglonym pędzlem.

 

 

  • RÓŻ

 


Nie mogąc się zdecydować, wybór padł na dwa odcienie – „ROSE” oraz „LILY GLOW”. Wspaniale można nimi budować nasycenie na naszych kościach policzkowych. Obydwa bardzo przypadły mi do gustu. Nakładam je moim puchatym, grubym pędzelkiem.

 

 

  • CIEŃ DO POWIEK

 


W związku z tym, że z makijażem nie szaleję, raczej wolę takie odcienie, które na powiece wyglądają bardzo naturalnie, czyli taki „make up no make up”. Wybrałam zatem cień „VANILLA”, który jest właśnie w jasnym waniliowym odcieniu z lekkimi nutami bieli oraz żółci. Nakładam go moim małym pędzelkiem do cieni i trzyma się na powiece fantastycznie.

 

 

Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem ich kosmetyków i co można nimi stworzyć na twarzy, Jak idealnie spisuje się ich sypka formuła. Nakładając je wiem, że nie obciążam mojej skóry, bo nie znajdę w nich nic co mogłoby nie współgrać z jej naturą.

 

A czy Wy słyszeliście o tych kosmetykach? Mieliście możliwość ich używania?

 


Do następnego!



środa, 23 września 2020

TATRZAŃSKI BIEGUN - MIEJSCE NIEZWYKŁE

 


Ten rok naprawdę obfituje w cudowne miejsca, które odkrywam. Jestem za to ogromnie wdzięczna.

 

Najpierw pobyt nad morzem w gustownym apartamencie w Gdańsku, potem mój przekochany Zaborek na Podlasiu, o którym przeczytacie TU, TU i TU, a teraz jesienny pobyt w kolejnym magicznym miejscu, ale tym razem w południowej części Polski.

 

Mowa tu o Tatrzańskim Biegunie, położonym u podnóża Tatr w pięknie położonej wsi o nazwie Jurgów, która jest świetnym miejscem wypadowym w Tatry położone w Polsce, jak i na Słowacji.

 




Pogoda za oknem we wrześniu była tak cudowna, że ogromnie zatęskniłam za wyjazdem w nasze piękne Tatry, ale wyjazd okazał się nie taki prosty jak sobie wyobrażałam. W myśl mojego ostatniego kryterium wyboru noclegu pod nazwą #niesypiambylegdzie znalezienie docelowego  miejsca było naprawdę trudne.

 

Mimo, że te okolice rozwijają się bardzo prężnie i noclegów powstaje tam bardzo dużo, to trafienie w fajne miejsce jest niezwykle trudne, bo albo właśnie te fajne miejsca są już dawno pozajmowane, albo te nowe, które powstają okazują się być niczym szczególnym i to za przysłowiowe „miliony monet”.

 

Dlatego czekałam cierpliwie, aż nadejdzie chwila, gdy znajdę to piękne i wymarzone miejsce.

 

Oczywiście, że się udało. Moja cierpliwość została nagrodzona i miejsce samo przyciągnęło mnie do siebie. Lubię bardzo buszować na slowhopie, bo wiem, że tamte polecenia są naprawdę godne uwagi. Tak właśnie trafiłam do wspominanego wcześniej Zaborka.

 

Tym razem moje oko od razu wychwyciło niezwykle klimatyczne miejsce czyli Tatrzański Biegun. Szczęście dopisało z rezerwacją, tak jakby ostatni pokój czekał specjalnie na mnie i M., może to przeznaczenie?

Nie mogłam uwierzyć czytając w różnych miejscach w sieci, że każdy z odwiedzających to miejsce nie napisał tak naprawę nic na minus. Wszystkie opinie przyznawały maksymalna ocenę. Zastanawiałam się, czy jest to tak naprawdę możliwe, bo jeszcze, naprawdę przyznam szczerze, nie spotkałam się z czymś takim i zawsze pośród opinii znajdzie się ktoś kto napisze coś na „nie”. Tutaj tego nie było. Aż by się chciało przed pobytem tam krzyknąć „a wiec sprawdzam!”

 

Dlaczego to miejsce jest tak szczególne i dlaczego poruszyło moje serducho, postaram się opisać Wam to poniżej.

 

Po przyjeździe powitał nas sam gospodarz – Łukasz i od razu przeszliśmy na Ty. Zaproponował fantastyczna kawę w otwartej jadalnio-kuchni i po wyjaśnieniu szczegółów pobytu zaczęliśmy naprawdę długa pogawędkę, tak jakbyśmy się znali od lat! 



Bo tak… Łukasz lubi rozmawiać i lubi ludzi co bardzo ułatwia kontakty. Można z nim porozmawiać naprawdę o wszystkim i często po naszych pieszych wędrówkach zapraszał nas na kawę i zawsze nasze rozmowy nie miały końca. Opowiadał nam o tworzeniu Bieguna, trudnościach z jakimi się spotykali z Martą, o technicznych rozwiązaniach i planach na przyszłość. Bije od niego wielka otwartość i ogromna serdeczność na każdym kroku! Człowiek czuje się, jakby rozmawiał z bardzo dobrym znajomym.

 


Nie ma co ukrywać, że to co na pierwszy rzut oka chwyta za serce, to na pewno sam wygląd domu zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Wspaniała bryła, duże okna, wspaniale komponujący się kamień z drewnem w dobrze dobranym odcieniu robi naprawdę wrażenie. Elegancki, sielski domek tak określiłabym to miejsce. Już czuję, jak bajkowo musi wyglądać w okresie świątecznym, gdy dookoła otacza go miękki jak puch śnieg.

 


Oczy otwierały mi się coraz szerzej jak tylko odkrywałam kolejne jego pomieszczenia i zakamarki.

Niewątpliwie ogromne wrażenie robi jadalnio-kuchnia. Ten koncept sprawia, że czujemy się w tym wnętrzu jak w domu. Dobór elementów wystroju nie jest tutaj przypadkowy, wszystko idealnie ze sobą współgra. Szara kuchnia wraz z pięknymi kaflami tworzy fantastyczny duet. 




Detale jak np. srebrne patery i bibeloty, wazoniki ze świeżymi kwiatami, elementy folklorystyczne, nieprzypadkowa porcelana czy naczynia do serowania posiłków zachwycają na każdym kroku. 




Nie ma tu miejsca na przedmioty ze słynnych sieciówek. Tutaj każdy element pieczołowicie wybierany przez właścicieli dodaje niesamowitego uroku. Widać w tym wnętrzu ogromną pasję do dobrego desingu. 




Wchodząc do jadalni to już w ogóle poczułam się jak w domu, ze względu na obecność tam tych samych krzeseł, na które zdecydowałam się i ja ostatnio tylko w wersji białej w moim salonie.

 


Nie sposób nie wspomnieć o wieczornym rytuale w Tatrzańskim Biegunie, gdzie to w jadalni zawsze wieczorem Łukasz zapalał aromatyczne świece i rozpalał w przepięknym kominku z belką pochodzącą z domu pradziadków. Brzmi jak bajka prawda? No i tak właśnie jest bajkowo i magicznie.



Blask i ciepło kominka sprawia, że czujemy się błogo. Jest wtedy czas na pogranie w dostępne na miejscu gry planszowe czy też lampkę wina lub wieczór z książka przy muzyce Franka Sinatry, która delikatnie rozbrzmiewa z ukrytych głośników.

 


Obok jadalni mieści się też przepiękny taras z wygodnymi rattanowymi fotelami z miękkimi kocykami, gdzie wieczorem sznury żaróweczek tworzą z tego miejsca romantyczną oazę, a w dzień zapraszają na wypicie kawy w blasku promieni słońca.

 



Przejdźmy bardzo płynnie do naszego pokoju o nazwie Alpejska Sielanka, który został nam przedzielony. W jego wnętrzu mieściło się bardzo duże i wygodne łózko oraz dwa stoliki nocne wraz z lampkami. Do tego pięknie wkomponowana zabudowa grzejnika oraz rzeźbiony stoik wraz z taca. 


Nie będę wspominała nawet o telewizorze, gdyż podczas naszego pobytu nawet go nie włączaliśmy, bo i po co! Pokój mieścił się na parterze i zaraz obok niego mieliśmy małe patio wraz z leżaczkami i huśtawkę w formie kokonu, na której bujanie się było bardzo przyjemne, szczególnie o poranku. 




Pokój miał oczywiście dostęp do własnej łazienki również utrzymanej w klimacie alpejskim. Zachwycają takie detale jak kamienna umywalka czy też srebrny uchwyt na ręczniki w formie kozicy. 




Tutaj każdy detal ma ogromne znaczenie, tworząc wyjątkowa i niepowtarzalna atmosferę tego miejsca. Widać, że Marta i Łukasz włożyli w to miejsce całe swoje serce i ogrom pracy, bo wiele elementów wyszło po prostu spod ich rąk. To wszystko sprawia, że a naszej pamięci pozostają wyłącznie cudowne wspomnienia.

 


Tym akcentem zakończę opisywać sam wygląd Bieguna, gdyż mogłabym pochylając się w stronę wystroju wnętrz, pisać i pisać o tym miejscu w nieskończoność, a chciałabym, by i dla Was pozostał jakiś element zaskoczenia po przekroczeniu progu tego gościnnego domu.

 


Odwiedziłam już trochę hoteli i pensjonatów zarówno w Polsce jak i za granicą i wydawało mi się, że w kwestii serwowanych śniadań już nic mnie nie zaskoczy. Kochani, ach jak ja się myliłam!

Śniadania w Tatrzańskim Biegunie to mistrzostwo świata i wielki ukłon w stronę Marty, która codziennie pieczołowicie je przygotowuje. Nie ma co ukrywać, że jej zdolności w tym zakresie dopieszczają kubki smakowe każdego z gości.

Codziennie serwowane były inne potrawy na ciepło, czy to croissant z jajecznicą, czy to kanapki croque madame, albo też francuska chałka na ciepło z dodatkami. Brzmi już wspaniale prawda? 




A to jeszcze nie koniec, bo jak tu nie wspomnieć o całym szwedzkim stole z takimi cudami, że moje ślinianki podczas tego wpisu już zaczynają mocniej pracować. Tutaj ukontentowani będą zarówno weganie, wegetarianie jak i mięsożercy. Fantastyczne pasty jak np. ze słonecznika, pasztety z soczewicy czy też różne sery, koktajle, jogurty finezyjnie podawane w malutkich słoiczkach uniosą każdego wręcz na niebiosa. Do tego różnorodność kaw do wyboru, serwowanych przez Łukasza rozbudzą zmysły i dodadzą energii o poranku. Myślice, że na tym zakończę? A nie! Musze napisać o wisience na torcie na koniec każdego śniadaniowego biesiadowania. Tym uwieńczeniem każdego porannego posiłku były Marty ciasta, codziennie inne, codziennie fantastycznie podane na płycie kamiennej z fikuśnymi dodatkami. Ja do dziś wspominam przepyszne brownie z sosem czekoladowym, odrobina konfitury z malin udekorowane truskawką i figą. No po prostu niebo w gębie!





W tym miejscu muszę się Wam przyznać, że z tęsknoty za tymi cudownościami musiałam sięgnąć właśnie teraz po pralinkę, bo moje kubki smakowe nie dawały mi po prostu spokoju!

 


Warto też wspomnieć, że do tego miejsca trafiają też naprawdę fajni ludzie. Nam samym udało się również nawiązać tam przyjaźnie i niejednokrotnie fajnie porozmawiać z innymi gośćmi Tatrzańskiego Bieguna. Dobro przeciąga dobro, można by rzec.

 

A czym jeszcze wygrywa Biegun to przede wszystkim ogromną serdecznością właścicieli, otwartością i tym ich błyskiem w oku, który sprawia, że wiemy, iż to ludzie z ogromną pasją do tworzenia tak klimatycznego i stylowego butikowego pensjonatu, ukazującego piękno architektury oraz ciepło gościnności.

My już wiemy, że w Tatrach znaleźliśmy nasze miejsce, bo na pewno tam wrócimy!

Marto, Łukaszu jesteście mistrzami!

 



Namiary na Tatrzński biegun znajdziecie TU a ja zapraszam Was do krótkiego speceru po tym miejscu:








 

 

 

 

sobota, 29 sierpnia 2020

UROCZYSKO ZABOREK - MOJE SUBIEKTYWNE ZACHWYTY




Na temat Uroczyska Zaborek powstały już dwa moje wpisy:

Uroczysko Zaborek – miejsce z klimatem?
Uroczysko Zaborek - rozkosz podniebienia i mnogość atrakcji

Mogłabym je jednak nazwać bardziej technicznymi, jeszcze jeden wątek nie daje mi spokoju, wiec, by być w zgodzie z tym, co podpowiada moje serducho, chciałabym Wam przedstawić w skrócie, co mnie tak naprawdę w tym miejscu zachwyciło, co sprawiło, że wciąż o tamtym miejscy myślę z takim ogromnym sentymentem.

 

ZWIEDZANIE ZABORKA

 

To atrakcja prezentowana jest gościom mieszkającym z Zaborku cyklicznie. Zwiedzanie w okresie, kiedy ja bylam (czerwiec 2020) odbywało się 2 razy w tygodniu i jest oczywiście w cenie pobytu.

Właścicielka Kasia już w dniu naszego przyjazdu zaprosiła nas do wzięcia w nim udziału, na co czekałam z niecierpliwością! Brzmiało to bardzo tajemniczo, jako „zwiedzanie z przewodnikiem”. A my z M. w głębi serca mieliśmy ogromną nadzieję, że tym przewodnikiem nie będzie nikt inny, jak tylko sam właściciel Pan Arkadiusz (tata Kasi).

Nasze przeczucie nas nie zawiodło! Punkt 10 w sobotę przed Bielonym Dworkiem pojawił się wspomniany Pan Arkadiusz z pękiem kluczy, jak na prawdziwego właściciela przystało. Oczywiście pęk kluczy nie miał swojego prawdziwego przeznaczenia, był atrakcją przede wszystkim dla dzieci. To cudownie posłuchać o całej historii od założyciela tego miejsca, który zna je totalnie od podszewki.

Pan Arkadiusz oprowadzał nas po całym terenie opowiadając różne ciekawostki i smaczki na temat całej zaborkowej osady.



Na mnie największe wrażenie zrobiła wizyta w odsakralnionym drewnianym kościółku, gdzie Pan Arek usiadł przed nami i bardzo pięknie, z ogromna otwartością opowiadał, tak po ludzku, ile trudu kosztowało stworzenie całej osady, jakie były jej początki, od czego zaczynali. Ja słuchając jego opowieści miałam w oczach aż łzy ze wzruszenia, a na ciele ciarki. To dlatego to miejsce ma tak dobrą energię, stworzyli je ludzie z ogromnej miłości i pasji.





Ileż pracy musiało kosztować samo przenoszenie drewnianych budowli, ile przysporzyć problemów, jak choćby zniszczona podczas transportu wieża kościoła (więcej na ten temat przeczytacie TU). Ile pracy kosztowało stworzenie całej infrastruktury, pięknego i urokliwego bruku, czy też samych prac technicznych, jak np. podciągnięcie internetu, który nota bene w Zaborku funkcjonuje, mimo tak ogromnego obszaru, całkiem nieźle!



Opowieść w kościółku zakończyła się wizytą w jego podziemiach, gdzie obecnie mieści się ogromna sala, która służy jako sala konferencyjna, na różnorakie spektakle, koncerty czy też wystawy. Cudowne pomieszanie z carskimi wrotami i z naturalnym światłem, które wpada poprzez tzw. studnie.



Spotkanie z Panem Arkiem było dla mnie bardzo magiczne, a sam Pan Arek jest dla mnie człowiekiem pełnym pasji i ogromnej pracowitości. Nie było też nigdy sytuacji, ażeby podczas przypadkowego spotkania na zaborkowym terenie nie zagadał przyjacielsko uśmiechając się przy tym od ucha do ucha!

 

 

ZABORKOWE LIVE-COOKING

Codziennie oprócz fantastycznych kolacji w Bielonym Dworku, o których poczytacie TU, panie kucharki tuż pod lasem w drewnianej altanie na żywo przygotowywały różne zaborkowe specjały. Ależ unosiły się tam zapachy i aromaty! Coś nieprawdopodobnego!

Pierwszymi testeremi były przede wszystkim dzieci, które za każdym razem ustawiały się w kolejce i zajadały się przepysznymi racuszkami, pierożkami, plackami ziemniaczanymi. A panie kucharki to o okolicy poopowiadały, to o zaborkowej pracy, to o tajemnych zaborkowych specjałach…

Serwowały przy tym pyszne naleśniki, racuchy, pierogi i placki ziemniaczane.

 



 

PLACUSZKI ROLLING STONSÓW

 Będąc już w tematach kuchennych nie sposób nie wspomnieć o moim zachwycie nad fantastycznymi placuszkami, którymi jako pierwsi w Zaborku zachwycali się perkusista zespołu The Rolling Stones Charllie Watts z żoną Shirley (stali bywalcy janowskiej aukcji koni arabskich oraz samego Zaborka). I tak oto zostały wprowadzone na stałe do menu. Z dodatkiem wyrabianych w Zaborku konfitur to po prostu niebo w gębie!

 

 



BIESIADA

 

Ach, co to była za biesiada!

Pisałam już jak to mój M. jadąc do Zaborka marzył o prawdziwym ognisku na skraju lasu… (wpis TU)

Marzenie, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki oczywiście się spełniło. Dowiedzieliśmy się o tym zaraz po przyjeździe, kiedy to właścicielka Kasia zakomunikowała, że w piątek zamiast kolacji odbędzie się biesiada i zakreśliła nam na zaborkowej mapie jej miejsce.

Hmmm… oczekiwaliśmy raczej wielkiego ogniska, a to, co zobaczyliśmy przerosło nasze najśmielsze oczekiwania!



Biesiada odbywała się pod ogromnym zadaszeniem, której część stanowiła stodoła ze wsi Liwki Szlacheckie nabyta przez właścicieli od rodziny Bordadin. Autorką natomiast całej aranżacji tego miejsca jest właścicielka Zaborka Lucyna Okoń, zaś wykonawcą Stanisław Szmytki.



Sama aranżacja całego spotkania była niesamowita. Świece w słojach, zapach przeróżnych potraw, o których zaraz wspomnę szerzej oraz cały anturaż wokół sprawił, że panowała tam niezwykle swojska i klimatyczna atmosfera. Panie przystrajały też nawet zielonymi gałązkami punkty centralne w zadaszeniu. Kolejny raz widać tu dbałość o najmniejsze szczegóły.



A wracając do potraw, to jakże myliliśmy się, że spotka nas tutaj tylko wielkie ognisko… Ognisko oczywiście było i można było sobie usmażyć nad nim kiełbaski, ale do tego był i ogromny grill z przeróżnymi specjałami, a do tego wędzarnia ze swojską kiełbasą, w której jest ona przegotowywana pieczołowicie przez kilka godzin!

A to dalej nie koniec, bo do tego dochodziła jeszcze zimna płyta z przeogromnym wyborem różnych potraw, jak i kilka gotowych dań m.in. kiszka z cebula i jabłkiem, ryba w sobie itd.

Nie sposób wszystkiego wymienić i opisać, bo musiałabym chyba napisać o tym osobna książkę!

 

 



ZABORKOWA SZTUKA i HISTORIA

Wielbiciele takich smaczków na pewno w Zaborku się nie zawiodą! Współczesna sztuka oraz historia przeplatają się tu z ogromną gracją! Samą sztuką są sprowadzone z różnych miejsc drewniane budynki, które tworzą wspaniały klimat dawnych lat. Na każdym z nich widnieje informacja o ich całej historii.



Do tego stare obrazy jak np. malowidła znanego głównie na podlaskich terenach malarza Bazylego Albiczuka, którego motywem twórczości były kwiaty rosnące w jego przydomowym ogrodzie i „magiczne” ogrody. Na podstawie jego prac właścicielka Lucyna Okoń odtworzyła „bajeczny ogród”, który o każdej porze roku cieszy oczy gości i jest domem wielu pracowitych pszczół.




Mnie zachwyciło jeszcze jedno! Wspaniałe malarstwo sanockiego artysty Arkadiusza Andrejkowa i jego „cichy memoriał”. Projekt z 2017 roku, który narodził się podczas jego wielu podróży po podkarpackich wsiach. Dostrzegł on ogromny potencjał malarski w strych szopach oraz stodołach. I tak tworzy na nich nietypową plenerową i wiejską galerię sztuki ulicznej.



W Zaborku można podziwiać kilka jego dzieł. Moja uwagę przykuły głownie trzy murale, wyeksponowane na wielkiej łące. Przedstawiają one trójkę wnuków Pana Arkadiusza. Każda z prac namalowana jest szkicowo, transparentnie, aby zostawić jak najwięcej surowości samych dech.  Przedstawione na nich postacie, niejako wychodzą z nich i są ich integralną częścią.

 

ZABORKOWA NATURA I SPOKÓJ

 

Jest wszechobecna i daje ogromne ukojenie. Jest zarazem dzika i taka niezakłócona. Emanuje jednak ogromną harmonią.  Sam Pan Arkadiusz jak kosi trawę, to potrafi na środku wielkiego pola mijać piękne polne kwiaty, ratując je przez zniszczeniem. Albo kosząc trawę kosi tylko alejki po których można swobodnie spacerować, zostawiając piękne pasma traw z kolorowymi kwiatami.


Obiekt jest tez odseparowany od przypadkowych gapiów, co stwarza ogromne uczucie spokoju i harmonii. Nikt nie zagląda zza płotu, nie spaceruje, by zakłócać nam nasz pobyt. Za to naprawę wielka chwała właścicielom!

 


CZYSTOŚĆ

 Oj niełatwo jest zadbać o nieskazitelność strych drewnianych chat! A tu i ich wnętrza i całe otoczenie jest naprawdę pieczołowicie pielęgnowane. Widać naprawdę wiele wkładanego serca w dbałość o to miejsce.

 

ZABORKOWE ZACHODY SŁOŃCA

 

O ich magii mogłabym pisać i pisać… Nie wiem skąd, ale właściciele dokładnie wiedzieli, gdzie można je podziwiać w najdrobniejszym szczególe! Na terenie Zaborka rozstawione są ławki, drewniane leżanki, skąd podziwianie ich uroku zapiera po prostu dech w piersiach! Te kolory nieba, ich przenikliwość, tonacje to zjawisko nie do pisania słowami. To trzeba zobaczyć na własne oczy i przeżyć!

 



CIEKAWOSTKI ZABORKA

1. Dostałam wiele zapytań o to,  czy to tu kręcono polsatowski, obyczajowy serial „ To nie koniec świata”. I tak, to Zaborek był miejscem, gdzie kręcono dużą część jego fabuły! Wówczas zaborkową Plebanię zamieszkiwało wielu znanych i lubianych aktorów.

2. Uroczysko Zaborek jest wpisane do rejestru zabytków

3. Zaborek ukochało sobie też dużo sławnych osób, poza wspomnianym Państwem Wattsów, miejsce to odwiedziło wiele znanych osobistości m.in. księżniczka Jordanii – Alia. Na terenie Zaborka znajduje się tez tzw. dębowy zakątek z drzewami podadzonymi m. in. przez Charlie Wattsa z The Rolling Stones, Wojciecha Pszoniaka, Stefana Schmidta, Alicję Jachiewicz czy aktorów z serialu „To nie koniec świata”

 




Na tym zakończę moja zaborkową opowieść i zapraszam, jeśli nie czytaliście do moich dwóch poprzednich postów o tym miejscu:

Uroczysko Zaborek– miejsce z klimatem?

Zaborkoweatrakcje i kuchnia pełna aromatu